<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress.com" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>15km &amp;laquo; WordPress.com Tag Feed</title>
	<link>http://wordpress.com/tag/15km/</link>
	<description>Feed of posts on WordPress.com tagged "15km"</description>
	<pubDate>Sun, 20 Jul 2008 11:21:19 +0000</pubDate>

	<generator>http://wordpress.com/tags/</generator>
	<language>en</language>

<item>
<title><![CDATA[Warszawa, XXIV Bieg Chomiczówki]]></title>
<link>http://marcinjankowski.wordpress.com/2007/01/21/warszawa-xxiv-bieg-chomiczowki/</link>
<pubDate>Sun, 21 Jan 2007 18:05:01 +0000</pubDate>
<dc:creator>marcinjankowski</dc:creator>
<guid>http://marcinjankowski.wordpress.com/2007/01/21/warszawa-xxiv-bieg-chomiczowki/</guid>
<description><![CDATA[
15km  Alex 56:33/28  Marcin 57:16/37
Im szybciej biegam, tym mniej mam o tych biegach do opowiedzen]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p><img HEIGHT="450" WIDTH="600" BORDER="0" ALT="Meta, nareszcie!" SRC="http://marcinjankowski.wordpress.com/files/2007/06/2007_01_21_g.jpg" /></p>
<p>15km  Alex 56:33/28  Marcin 57:16/37</p>
<p>Im szybciej biegam, tym mniej mam o tych biegach do opowiedzenia. Rozgrywają się niemalże mechanicznie: ustawiamy się na starcie, huk wystrzału, walka do upadłego, trochę kalkulacji kogo wyprzedzić i kiedy, meta, oklaski, medale i podium.</p>
<p>I tym razem było podobnie. Trochę wtrącę tytułem wstępu: dawno nie biegałem piętnastek, mój poprzedni rekord był niemalże sprzed roku - nadszedł czas aby go poprawić. Nastawiałem się na złamanie godziny. A jeśli idzie o taktykę biegu, to standardowa - Celińscy wskazują mi kogoś, kto reprezentuje podobny poziom jak ja i dawaj - pogoń za (lub przed) wskazanym zawodnikiem.</p>
<p>Więc, budzę się rano i czuję się potwornie niewyspany. Miałem już chwytać za czerwony telefon (bezpośrednie połączenie z siedzibą klubu) aby odwołać swój występ! Rozegrałem walkę wewnętrzną i postanowiłem wystartować, nawet jeśli miałbym na trasie paść. Jadąć kupiłem colę i sącząc ją jechałem/spałem.</p>
<p>Dojeżdżam w okolice biegu i widzę biegaczy na 5km, i czuję te emocje! Podkręcam muzykę w aucie, zapominam o zmęczeniu, cieszę się na samą myśl o starcie, o walce!</p>
<p>Formalności i czekam na start rozgrzewając się. Zostało parę minut a ja nie mogę wypatrzeć Celińskich. Tłum na starcie gęstnieje, nie wiem gdzie mam się ustawić, kogo gonić! Ustawiam się gdzieś z końca. Co ma ten plus, że jak już startujemy, to mam sporo wyprzedzania, a to sama radość :-)</p>
<p>I nagle (parę kilometrów już za nami) widzę Roberto jak śmiga hyżo jakieś 50 metrów przede mną, więc już nie wyprzedzam, ustalam tempo i trzymam je kilometr za kilometrem.</p>
<p>Tu w międzyczasie rozgrywają się ciche i anonimowe walki pomiędzy zawodnikami. Wyprzedzanie, doganianie, wsłuchiwanie się w czyjś oddech - aby wiedzieć, że ktoś jest bardziej zmęczony niż ja. Wieje silny wiatr i gdy wbiegamy na ulicę, na której wiatr wieje od czoła, to ustawiam się za jakimś zawodnikiem aby nie tracić sił na walkę z żywiołem. A potem wyprzedzanie aż do następnych biegaczy.</p>
<p>W tym biegu na każdym kółku jest pare nawrotek, które cholernie wybijają z rytmu, ale mogę wtedy pozdrowić Alexa i Roberta, którzy są dość blisko (odległość niemożliwa do pokonania dla mnie, ale to nie to, co miesiące temu, gdy dzieliły nas dłuuugie minuty). Machamy sobie, krzyczymy, miłe to jest - przynajmniej dla mnie :-)</p>
<p>Dubluję wielu zawodników. Wyprzedzam paru. Na ostatnim kółku wiem ile mam sił, wiem, że to ostatnie kilkanaście minut i chyba przyspieszam lekko. Powoli gubię zawodnika, z którym zmagałem się całe drugie okrążenie. Jeszcze walczymy, raz on, raz ja prowadzę, ale finalnie zwyciężam.</p>
<p>Przed sobą widzę (daleko) Alexa - czarny podkoszulek, szara koszulka, biały napis... Zaraz! To nie Alex! To mój przeciwnik z Kabat! Przyspieszam lekko ale zdecydowanie i wyprzedzam.</p>
<p>Widzę tabliczkę '14km' - kilometr to tak niewiele, że nie martwię się o zmęczenie. Ostatnie kilkaset metrów przyspieszam, ostatni zakręt, przede mną jakaś miła zawodniczka - sprint i zamieniam kolejność, wpadam na metę... Co za czas! Tylko minutę za Alexem! Jupi!</p>
]]></content:encoded>
</item>
<item>
<title><![CDATA[St. Georgs dag, oppgraderinger og bazookas]]></title>
<link>http://brakkesjuka.wordpress.com/?p=15</link>
<pubDate>Thu, 24 Apr 2008 16:47:03 +0000</pubDate>
<dc:creator>brakkesjuka</dc:creator>
<guid>http://brakkesjuka.wordpress.com/?p=15</guid>
<description><![CDATA[Til å byrje med må me få lov å be om årsak for at denne store nyhendinga ikke kom i går kveld,]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<p>Til å byrje med må me få lov å be om årsak for at denne store nyhendinga ikke kom i går kveld, som lova. Det har seg nemlig slik her i kavesk, som overalt i militæret, at nokon får meir ansvar enn andre. Åtte av dei, som ein gong var nokon av dragonane i tropp 1, ble i går tildelt to vinkler for eksepsjonell innsats hittil i fyrstegongstenesta. Me vil i den samanheng gjerne bruke sjansen til å gratulere dei åtte nyklekka korporalene. Gratulerer med dagen kjære medsoldater!</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-14" src="http://brakkesjuka.wordpress.com/files/2008/04/img_1889.jpg" alt="" width="469" height="352" /></p>
<p style="text-align:center;">D<em>ei stolte korporaler poserer stolt foran kamara (ikkje til stades: Stabekk og Gravdal)</em></p>
<p>Men det er ikkje berre dei få utvalgte som fortjener ein stor gratulasjon. St. Georg og panserbataljonen hadde nemlig "bursdag" i går på sjølvaste St. Georgs dag, 23 april. I den anledning ble den til vanlig så heilage morgonvasken avbrote av kaffe og kaker i tv stova. St. Georg er nemlig kavaleriets skotshelgen. I følge tradisjoner var St. Georg ein kappadonisk kriger, som levde rundt år 200-300 e. Kr. Han ble skotshelgen for alle som var truet av krig og krigsfare. Legendane framstillar St. Georg som ung yndling til hest, alltid KTS (klar til strid)  mot urett og ondskap.</p>
<p> </p>
<p>Og så litt om dagen i dag<!--more--> som omhandla M72, eit panserpenetreringsvåpen. Her lærte me raskt dei rette ildhandgrepa som må til for å kunne forårsake størst mogleg skade. Til dømes skoting frå kneståande, sjå bilete. Som om ikkje dette var nok, har me løpt 15 km. Fyrste gruppa brukte i overkant av ein time. Høyt akseptabelt, tatt vår (kremen av norsk ungdom) fysiske form med i rekneskapet. </p>
<p>I messa i dag var det chilli con carne, noe vi merket ganske tidlig på dagens 15 km. Til middag var det pinnekjøtt, poteter (Ankre fikk ein sjuk potet, den var svart inni), kålrotstapp og pinnefett. Til dessert var det, tru det eller ei, rød gele med vaniljesaus. </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p><a href="http://brakkesjuka.files.wordpress.com/2008/04/img_1882.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-16" src="http://brakkesjuka.wordpress.com/files/2008/04/img_1882.jpg" alt="" width="440" height="330" /></a></p>
<p style="text-align:center;"><em>Dragon Karlsrud gjer korporal Sivertsen fientlige mål.</em></p>
<p>Brakkesjuka veks på alle måtar, og planane er store for framtida til denne bloggen. Dragon Davidsen ynskjer ein bit av kaka, og kommer med sin eiga variant av fem på gata. Du har kanskje og sett at det har skjedd ting på forsida, ukas feltrykte er det siste av det siste som vi har plukket opp på veg til Stripa. Takk for denne gang!</p>
<p>Dagens visdomsord:</p>
<p>If you want success you better get comfortable with rejection. The most successful people in life are also the world's most biggest failures</p>
<p> </p>
<p style="text-align:center;"> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
<p> </p>
]]></content:encoded>
</item>

</channel>
</rss>
